sobota, 1 listopada 2014

BIURKO VS MAŁO MIEJSCA


Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić kilka moich propozycji mebli i dodatków, które pomogą nam urządzić domowe biuro na bardzo ograniczonej powierzchni. Zapewniam, że małe powierzchnie również mogą być urządzone w ciekawy sposób. Wśród moich propozycji znajdziecie zarówno rozwiązania ekonomiczne i te dla osób, które mogą wydać nieco więcej.

Za chwilę udowodnię Wam, że małe biurka również mogą być tak zaprojektowane, aby nie ograniczać możliwości korzystania z niego. Półki i szuflady - tego potrzebujemy zawsze:)




Dla mnie biurko powinno mieć przynajmniej jedną szufladę. Wiadomo, że kiedy urządzamy bardzo małą przestrzeń to nie możemy zaszaleć z ich ilością. Biurko Ikea (1), które kosztuje zaledwie 129,00 zł wydaje się być idealną propozycja dla wszystkich tych, którzy nie mają ochoty wydawać dużo pieniędzy. Poza tym, że jest ładne to jest również funkcjonalne.

Doskonale sprawdzi się również opcja "nadstawki", która pomieści spinacze, karteczki i wszystko to co jest nam potrzebne. Biurka z nadstawkami kosztują już nieco więcej, bo 1749 zł (2) do kupienia w HOMEBOOK.PL i 1190 zł (7) do kupienia w LIV-ART.PL. Taki mebel z całą pewnością oprócz walorów użytkowych posiada również walory estetyczne i cieszy oko.

Jeśli chodzi o krzesła to musimy pamiętać, że muszą się one wsuwać pod biurko i być wygodne. Ja preferuję te z miękkimi siedziskami. Bardzo interesujące propozycje znalazłam w Ikea (4) 259 zł oraz (5) również 259 zł. Urzekło mnie również krzesło (6), które można kupić w ANOTHERDESIGN.PL za 899 zł. Dobrym rozwiązaniem jest również krzesło przezroczyste (3). Jest, ale jakby go nie było. Te znalazłam w IPNOTICSTORE.PL, ale jego ceny niestety nie znam.

Kiedy mamy już biurko i odpowiednie krzesło przydałaby nam się jeszcze jakaś lampa i kilka innych dodatków. 




Jeśli chodzi o lampy to jestem zwolennikiem tych na wysięgnikach. Możemy swobodnie regulować sobie wysokość i kąt padania światła co w znaczącym stopniu poprawia nasz komfort pracy. Mnie spodobało się kilka modeli. Na pierwszym miejscu lampa (1), która w doskonały sposób łączy w sobie klasykę i nowoczesność. Można ją kupić w sklepie internetowym AMANDUS.PL za 2095 zł. Cena wysoka, ale spokojnie. Znalazłam też coś w o wiele bardziej przystępnej cenie. Mowa o lamie z Ikea (2), która jest dość popularnym modelem nie tylko na bardzo dobrą cenę, ale i niezwykle interesujący wygląd. Możecie ją nabyć za zaledwie 59,90 zł. Gdyby jednak żadna z powyższych propozycji nie przypadła Wam do gustu to zostaje nam jeszcze model Einstein (3) do kupienia w LAMPYILAMPKI.PL za kwotę 286,34 zł. 

Jeśli chodzi o pozostałe dodatki to nie poszalałam zbytnio, bo planuję kolejny post tylko o wystroju biurka gdzie zamierzam skupić się jedynie na tych przedmiotach. To co dzisiaj zaproponuję to niezwykle przydatne pudełka (5) na wszelkiego rodzaju przedmioty, które nie są na tyle dekoracyjne, aby eksponować je na blacie biurka czy też nie używamy ich na tyle często, aby musiały się na nim znajdować. Te akurat możecie nabyć w Ikea za jedyne 14,99 zł za dwie sztuki. 

I ostatnim biurkowym must have jest pojemnik na długopisy. Zwykle nie bywają one zbyt dekoracyjne, ale ten, który widzicie na zdjęciu (4) jest nie tylko funkcjonalny, ale również bardzo dekoracyjny. Kosztuje 164 zł i możecie go zamówić na PLONERES.PL

Do zobaczenia wkrótce:)


Pozdrawiam

Kasia











środa, 24 września 2014

Szczoteczka soniczna XINESE z drogerii HEBE


Tak jak obiecałam Wam na Instagramie dzisiaj będzie krótko o moim najnowszym zakupie, którym jest szczoteczka soniczna marki Xinese. 



Produkt niedawno pojawił się w sprzedaży. Jest bardzo solidnie wykonany i wodoodporny. Można go kupić aktualnie w cenie promocyjnej 199,00 zł. Posczas gdy cena regularna to 249,00 zł. W komplecie znajduje się szczoteczka, nasadka czyszcząca do cery normalnej oraz ładowarka. Do urządzenia można dokupić nasadki do cery normalnej lub wrażliwej, które aktualnie znajdują się również w cenie promocyjnej 29,99 zł. Zarówno zestaw jak i nasadki mają na stałe zostać w ofercie drogerii Hebe. 

Od bardzo długiego czasu zastanawiałam się nad kupnem tego rodzaju urządzenia. Jakiś czas temu zwróciłam uwagę na ofertę Tchibo, w której była również szczoteczka soniczna w cenie 129,99 zł. Jednak co mi po urządzeniu do, którego nie mogę dokupić nowych nasadek??? Dlatego też odpuściłam sobie jej kupno.

Ta od samego początku kiedy ją zobaczyłam wydawała mi się być doskonałym odpowiednikiem dla bardzo popularnej i zarazem bardzo drogiej Clarisonic. I choć nie miałam przyjemności używać Clarisonic to muszę powiedzieć, że Xinese przewyższyła wszystkie moje oczekiwania jej dotyczące. Jest ze mną zaledwie kilka dni, a ja już widzę pierwsze efekty! Zaskakujące efekty! 

Potraktujmy, więc ten dzisiejszy wpis jako PIERWSZE WRAŻENIE, a za jakiś czas zrobię drugi post, w którym skonfrontuję swoje spostrzeżenia. Myślę, że to dobry pomysł:)

Szczoteczki używam rano i wieczorem czyszcząc twarz zgodnie z zaleceniem producenta przez 1 minutę. Producent oferuje nam cztery różne programy, ale ja korzystam tylko z tego pierwszego, w którym nasadka obraca się i wibruje. 

Po pierwsze moja skóra stała się znacznie gładsza, a jej koloryt nieco się wyrównał. Mam wrażenie jakby była bardziej promienna i lepiej ukrwiona.
Po drugie moje wypryski zaczęły się w niespotykanym dotąd tempie się goić, a wągry i pory z dnia na dzień się zmniejszają.
I wreszcie po trzecie, wszystkie kosmetyki, które nakładam na twarz w mgnieniu oka się wchłaniają. Na przykład tłusty krem, który nakładam wieczorem do tej pory pozostawiał przez około półgodziny od aplikacji tłustą warstwę na skórze. Teraz znika ona po okołu pięciu minutach. Jestem w szoku!!!


Nie muszę chyba już pisać, że masaż tą szczoteczką jest meeeega przyjemny i stanowi bardzo przyjemny element mojej pielęgnacji:)


Pozdrawiam

Kasia


poniedziałek, 22 września 2014

ZMYWACZ DO PAZNOKCI W GĄBCE OVERSA PROFESSIONAL


Ostatnio bardzo popularne stały się "gąbkowe" zmywacze do paznokci. Dość długo opierałam się pokusie kupienia tego rodzaju produktu, ponieważ skutecznie odstraszała mnie od nich cena. Na rynku wahają się one od 20 do 35 zł. 

Podczas jednej z wizyt w drogerii Hebe zwróciłam uwagę na produkt, którego jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Mowa o Zmywaczu gąbkowym marki OVERSA Professional. Ponieważ cena wydawała mi się być atrakcyjna (tylko 12,99 zł) to produkt bez większego zastanowienia wylądował w moim koszyku. 



Zmywacz jest oczywiście bez acetonu i zamknięty jest w standardowym dla tego typu produktów słoiczku wykonanym z twardego, czarnego plastiku. Pojemność jest również standardowa: 75 ml. Producent zapewnia, że usuwa on lakier niemalże wszystkich rodzajów paznokci. Ponadto zawiera w swoim składzie olejek z kiełków ryżu i glicerynę.

Po otwarciu z wnętrza wydobywa się niezbyt przyjemny zapach typowy dla zmywaczy do paznokci. Jednak po zmyciu lakieru paznokcie pachną baaaaardzo przyjemnie. 

Jego główne zalety to przede wszystkim to, że faktycznie działa. Wystarczy włożyć do środka palec i przekręcić kilka razy w lewo i kilka razy w prawo, a paznokieć zostanie oczyszczony z lakieru.

Zmywa bardzo dobrze wszelkiego rodzaju lakieru. Nie zmywałam nim jeszcze tylko lakieru brokatowego. 

Ma on natomiast dwie wady. Pierwsza z ich to, to że jeśli podczas malowania paznokci wjechaliśmy trochę na skórki to zmywacz tego nie domywa i trzeba wtedy posiłkować się tradycyjnym zmywaczem. 

Natomiast drugą wadą i to taką, która wkurza mnie na maxa to obracająca się razem z palcem gąbka. Ponieważ nie jest ona w żaden sposób przyczepiona do opakowania to w przypadku zmywania np. kciuka obraca się w opakowaniu razem z nim co powoduje, że zalewa mnie krew!

Niemniej jednak jestem z tego produktu zadowolona i pewnie kupię go ponownie. Dla zainteresowanych zamieszczam jeszcze zdjęcie składu.



Pozdrawiam

Kasia


sobota, 13 września 2014

MINERAL TERRACOTTA POWDER - GOLDEN ROSE


Czy zastanawiałyście się kiedyś nad tym jakie cechy powinien posiadać Wasz podkład idealny? Ja jedną taką cechę mogę wymienić nawet obudzona w środku nocy: być w kompakcie, a najlepiej w kamieniu. 


Podczas zamawiania nowych pomadek marki Golden Rose Velvet Matte zajrzałam również do zakładki "PUDRY". Moją uwagę przykuł produkt o nazwie Mineral Terracotta Powder. Muszę w tym momencie zaznaczyć, że od dłuższego już czasu noszę się z zamiarem kupna Studio Fix Plus Foundation marki MAC. Powstrzymuje mnie jedynie cena 126 zł + koszty przesyłki. Kiedy zapoznałam się z opisem produktu Golden Rose pomyślałam sobie, że może to być zamiennik MAC. Skusiła mnie również bardzo atrakcyjna cena 24,90 zł. 

Oto co na jego temat napisał producent:

"Golden Rose Mineral Terracotta Powder zapewnia doskonałe krycie nadając jednocześnie naturalne i aksamitne wykończenie makijażu. Puder zawiera wysokiej jakości kompleks minerałów m.in tlenek cynku, mikę, krzemionkę, kaolin czy magnez. Składniki aktywne zawarte w pudrze tworzą barierę między skórą a szkodliwymi czynnikami środowiska chroniąc w ten sposób naszą cerę. Wyjątkowe połączenie minerałów nadaje skórze rozświetlony i młodzieńczy wygląd. Puder dostępny w czterech odcieniach naturalnych oraz dwóch odcieniach brązu. Aplikacja: w celu uzyskania naturalnego efektu zaleca się użycie pędzla, zaś gąbeczki dla bardziej kryjącego i długotrwałego efektu."

Co ja sądzę o tym produkcie:

1) Przepiękny, świeży zapach. Coś jakby zielona herbata. Uprzyjemnia stosowanie kosmetyku, ale na twarzy jest całkowicie niewyczuwalny.

2) Mam kolor 02, który świetnie nadaje się do cery jasnej, ale nie porcelanowej.


3) Ogromna wydajność! Kosmetyk stosuję codziennie od dwóch tygodni, a zużycie jest niezauważalne gołym okiem.


4) Idealnie stapia się z moim naturalnym kolorem skóry. Wygląda bardzo naturalnie i nie tworzy efektu maski.

5) Nie podkreśla suchych skórek, ani nie tworzy na twarzy pudrowej powłoki. Tak jakby wnikał w skórę.

6) Od czasu kiedy go stosuję nie zmieniłam swojej pielęgnacji, a skóra jest jakby zdrowiej wyglądająca i pojawia się na niej mniej "niespodzianek".

7) Podkład kryje w stopniu zadowalającym, przynajmniej dla mnie:) Nie zakrywa on np. czerwonego wyprysku, ale niweluje jego czerwony kolor i przez to sprawia, że jest on znacznie mniej widoczny.

8) Z pewnością nadaje się do cery normalnej lub suchej, bo tłusta będzie się świecić jak reflektor. Zwłaszcza, że produkt posiada miiiikkkkrrooo drobinki, które delikatnie rozświetlają cerę tworząc wrażenie świeżej i wypoczętej cery.

9) Opakowanie solidne i łatwe w otwieraniu.


Podsumowując jestem z niego mega zadowolona:) Z czystym sercem mogę go Wam polecić:) Zwłaszcza, że praca z nim to prawdziwa przyjemność, a wykonanie z nim makijażu zajmuje ułamek sekundy. Kiedy kupię Mac to zrobię porównanie tych dwóch delikwentów. 

Pozdrawiam
Kasia



poniedziałek, 28 lipca 2014

Żyj chwilą, bo w życiu nie ma powtórek...


Ile razy w życiu odkładaliście coś na później? I nie myślę tu o sprzątaniu, zakupach czy zrobieniu manicure. Ile razy nie zrobiliście czegoś, bo uznaliście, że jesteście na to za starzy? Ile razy powiedzieliście komuś coś czego do dzisiaj żałujecie???

Pewnie zastanawiacie się czemu zawdzięczacie te pytania i w jakim celu je zadaję? Otóż w ostatnich dniach doświadczyłam przeżycia, które spowodowało u mnie gwałtowna zmianę dotychczasowego sposobu myślenia. Uświadomiłam sobie ile tracę przez swoje własne lenistwo, a jeszcze więcej ich tracę przez własną głupotę.

W czwartek o godzinie 20:13 umarła mała osóbka, która przeżyła na tym świecie zaledwie 2,5 roku. Od lutego zmagała się z białaczką. Walka była dramatyczna, bo nie można było znaleźć dla Asi niespokrewnionego dawcy szpiku. W środę znalazł się dla niej dawca z Niemiec, ale niestety Asieńka już nie doczekała momentu przeszczepu.

Nie, nie! Asia nie była moją krewną, ale mimo to stała mi się bardzo bliska. Przez pół roku bacznie śledziłam jej zmagania z chorobą i kiedy w piątek rano przeczytałam na jej profilu tą straszliwą informację - zamarłam na dłuższą chwilę. Zastanawiałam się jak to możliwe, że dziewczynka, która jeszcze w zeszłym roku bawiła się z Rodzicami na wakacjach i była zdrowiutka w niespełna rok później powiększyła grono Aniołków  w niebie.

Moja córka w listopadzie skończy cztery lata. W chwili zadumy nad tą tragedią wyobraziłam sobie co ja zrobiłabym gdyby to mojemu dziecku (nie daj Bóg!!!) stała się krzywda, albo gdybym ja niespodziewanie odeszła...

Zdałam sobie sprawę, że człowiek żyje z dnia na dzień. Wiele rzeczy odkłada na później, złości się niejednokrotnie na najbliższych  i odkłada realizacje marzeń na później, bo teraz nie ma czasu, pieniędzy lub uniemożliwia mu to milion innych czynników. Ja niestety do tego grona się zaliczam... To dla mnie dość smutne, że dopiero taka sytuacja zmusiła mnie do refleksji nad swoim życiem, ale pocieszam się tym, że najważniejsze, abym wyciągnęła z niej odpowiednie wnioski.

Możecie mi wierzyć lub nie, ale 2,5 letnia dziewczynka i jej życie dali mi tak wiele jak nic innego do tej pory! Przejrzałam na oczy i pragnę zmienić swoje życie, abym ja i moi bliscy mogli czerpać z niego garściami.

Pomyślicie sobie pewnie, że jestem wariatką, ale zastanówcie się czy czasami nie warto zatrzymać się i zastanowić nad sensem swojego życia...


A oto link do Facebookowego profilu Asi Mazurek ===> WALKA O ŻYCIE ASI - BIAŁACZKA


Pozdrawiam

Kasia


sobota, 12 lipca 2014

Dzień w zdjęciach

Pomimo tego, że dzisiejszy poranek spędziłam w pracy to popołudnie zapowiadało się całkiem sympatycznie. I takie też było:) Zapraszam na małą fotorelację:)








Pozdrawiam

Kasia


poniedziałek, 24 lutego 2014

Błyszczyk Vinyl Max RIMMEL - 201 BREATHLESS


Nigdy nie byłam zwolenniczką błyszczyków. Nakładanie klejącej, półprzezroczystej i do tego nietrwałej mazi na usta nie należało do największych przyjemności. Do czasu kiedy odkryłam błyszczyk marki Rimmel z serii Vinyl Max.


Mój błyszczyk jest w odcieniu 201 BREATHLESS. Jest to odcień wpadający w brąz. Doskonale nadaje się do makijaży dziennych lub tych gdzie chcemy postawić na mocne oko. Czyni usta pełniejsze i wyraziste.


Posiada duży aplikator, który początkowo był dla mnie ogromnym minusem, ale z chwilą kiedy się do niego przyzwyczaiłam nakładanie produktu przestało stanowić jakikolwiek problem.


Sam błyszczyk jest bardzo mocno napigmentowany co jest jego niewątpliwym atutem. Posiada malutkie drobinki, które mogą być dla niektórych minusem. Mnie taki efekt odpowiada. Jest gęsty i treściwy. Jednak mimo to nie trzyma się na ustach rewelacyjnie długo. "Zjada" się jak każdy standardowy błyszczyk. Zauważyłam jednak, że usta po jego stosowaniu sawyraźnie nawilżone i gładsze:)




Podsumowując jest to produkt zdecydowanie warty przetestowania:) Myślę, że niebawem w mojej kosmetyczce pojawi się jakiś kolejny kolor z tej serii:)

Pozdrawiam
Kasia


niedziela, 23 lutego 2014

KREM DO STÓP FUSS WOHL z łojem jelenia


Ten krem wpadł w moje ręce przez całkowity przypadek. Udałam się któregoś dnia do drogerii po zupełnie inny produkt, a wróciłam właśnie z tym specyfikiem:) Zupełnie tego nie żałuję:)


Oto co obiecuje producent:


Skład:

Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Caprylic/Capric Triglyceride, Ethylhexyl Stearate, Polyglyceryl-3 Stearate, Glycerin, Adeps Cervinus, Betaine, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Allantoin, Sodium Stearoyl Lactylate, Caprylyl Glycol, Xanthan Gum, Camellia Sinensis Extract, Latic Acid, Maltodextrin, Parfum

Krem ma konsystencję treściwą i gęstą. Rozprowadza się bez najmniejszego problemu. Dość szybko się wchłania pozostawiając jednak śliską powłokę na powierzchni skóry. Zapach kosmetyku jest świeży i przyjemny. Nie jest to mentolowy, intensywny zapach, który jest typowy dla produktów tego przeznaczenia. Producent podaje, że można ów krem stosować również stosować do pielęgnacji skóry dłoni co też uczyniłam. W tej roli sprawdza się u mnie jedynie na noc właśnie przez rzeczoną powłokę. Od czasu kiedy stosuję ten kosmetyk kondycja moich stóp i dłoni znacznie się poprawiła. Skóra stała się wyraźnie lepiej nawilżona i gładsza. W zasadzie nie mogę temu kosmetykowi czegokolwiek zarzucić, bo u mnie sprawdza się rewelacyjnie. Przemawia za nim również niska cena czyli ok 6,00 zł za tubkę o pojemności 75 ml. Kolejna perełka, którą serdecznie Wam polecam:)



Pozdrawiam
Kasia 


piątek, 21 lutego 2014

TYDZIEŃ W ZDJĘCIACH [1]


Nadszedł piątek, więc nadeszła też pora na instagramowe podsumowanie ubiegłego tygodnia:) Zapraszam na zdjęcia:)


Bardzo się cieszę, że udało mi się dorwać te lody z Lidla, bo były przepyszne. Ogromne kawałki czekolady i ciasteczka to coś co JaKasiaK uwielbia:)


Mój nowy, Biedronkowy nabytek. Termofor przychodzi mi z pomocą w zimowe wieczory:) Do tego jeśli o termoforze można powiedzieć, że jest piękny to ten z pewnością jest:) Urzekł mnie dzianinowy golfik w moim ukochanym kolorze fioletowym:)


Przygotowania do urodzin mojego męża. Impreza była udana i muszę się pochwalić, że nikt się nie zatruł potrawą, którą przygotowałam jako danie główne:) Gotowanie dla takiej ilości osób to ogromne obawy, ale i przyjemność:)


Książka, którą zaczęłam czytać, ale szybko zaniechałam tej czynności, bo monotonność i bezsensowność jej treści bezsprzecznie mnie przytłoczyła:( Nie wydawajcie na tą książkę ani grosza, bo nie warto:( 



Wieczorna pielęgnacja moich stóp z tym oto osobnikiem to prawdziwa przyjemność. Miałam pewne psychiczne opory przed użyciem kremu z łojem jelenia, ale opłacało się pokonać ten lęk. Niebawem recenzja pojawi się na blogu. Kto ciekaw - proszę zaglądać:)


Nie ma to jak spać do 11-tej, a później bez pośpiechu wypić pyszną kawę:) Tak właśnie zrobiłam tego dnia:) Ah! Na samo wspomnienie robi mi się miło na sercu.


A oto moja niezawodna, ukochana i niezastąpiona maska do włosów, która w tym tygodniu...


... sięgnęła dna:( Bardzo niepocieszona tym faktem musiałam niezwłocznie zamieścić tą przykrą informację na Instagramie. Tak swoją drogą to ta maska jest geeeeeenialna, a pachnie jak luksusowe perfumy:) 


Perfumy, których namiętnie używałam w tym tygodniu to niewątpliwie jedne z moich ukochanych. Mowa o Dior Hypnotic Poison:) Polecam dla wszystkich miłośniczek wyrazistych i kobiecych zapachów:)


Inwencja twórcza tak mnie męczyła, że powstał taki oto manicure.Połączenie czerni ze złotem to chyba dość modne połączenie, bo dość często natrafiam na nie śledząc ulubione blogi:)

To byłoby na tyle jeśli chodzi o podsumowanie ubiegłego tygodnia. Mam nadzieję, że zdjęcia sie Wam podobają. Zapraszam wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili do sledzenia mnie na Instagramie. Link znajdziecie w pasku bocznym.

Pozdrawiam
Kasia


czwartek, 20 lutego 2014

GOLD and BLACK manicure


Wiecie, że do wczoraj w mojej pokaźnej kolekcji lakierów do paznokci nigdy nie znalazł się tak w kolorze czarnym? Ostatnio coraz częściej natrafiałam na manicure w tym właśnie kolorze i moje "chcenie" rosło z każdym obejrzanym zdjęciem. 

Wczoraj się złamałam i kupiłam czarny lakier z Bell Glam Wear numerek 412. Lakier dopiero po nałożeniu trzech warstw uzyskał pełnię krycia i swojej czarności. Przypomniało mi się, że posiadam od jakiegoś czasu toper z Wibo w odcieniu 453, który ma maleńkie złote drobinki. Po nałożeniu go na moją czarną bazę z radością odkryłam, że opalizuje on na złoto, różowo i zielono. W zależności jak pada na niego światło:) Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i rekompensował nawet słabą pigmentację lakieru Bell. Zapraszam na zdjęcia poniżej:)









Pozdrawiam
Kasia